Perspektywa Klarizy:
Jak ja chciałam go pocałować! Myślałam, że to zrobię, ale uświadomiłam sobie, że nie mogę. I po cholerę? Płakałam jak dziecko któremu odbierze się ukochaną zabawkę, nawet muzyka Lany mnie nie pocieszała. Czułam się przybita. Zastanawiałam się po co się zgodziłam udawać jego dziewczynę? Chyba do przewidzenia było, że to się skończy tak lub podobnie? Głupia byłam i tyle. Nawet nie chodzi o mnie, bo ja to jakoś przeboleję, ale Harry musi wybrać między mną, a Louisem i zespołem. Wiadomo, że Louis może się obrazić i w One Direction będzie panowała napięta atmosfera. Może po prostu lepiej jeśli usunę mu się z drogi i nie będzie miał wyboru...
Dwa dni później.
Perspektywa Harry'ego:
Klariza nie odzywała się od dwóch dni. Ale wcale jej się nie dziwię. Dzwoniłem, ale odrzucała, a dzisiaj pojawia się sygnał i nie odbiera. Postanowiłem do niej iść. Ku mojemu zaskoczeniu drzwi były otwarte.
- Hej, jest tu ktoś? - krzyknąłem, ale w odpowiedzi dostałem tylko echo.
- Klariza? - nie poddawałem się. Obeszłem uważnie salon i nic. Pustki. Otworzyłem drzwi do sypialni i zastałem tam najokropniejszy widok jaki widziałem w całym swoim życiu - Klariza leżała na łóżku blada jak ściana, a obok były rózne opakowania po tabletkach i wódka. Bez wachania zadzwoniłem po karetkę. Powiedziałem o co chodzi, a oni zadeklarowali, że przyjadą jak najszybciej się da. Wziąłem ja w ramiona, była chłodna. Przytuliłem do piersi i krzyczałem:
- Nie rób tego. Nie możesz. Błagam, dla mnie. Kocham Cię, rozumiesz? Prosze nie odchodź. Klariza obudź się.- szarpałem ją z całej siły, ale wiedziałem, że to nic nie da. Pogotowie przyjechało. Zabrali ją, a ja pojechałem za nimi. W szpitalu usiadłem na niebieskim plastikowym krześle i czekałem. Tak jak wtedy na schodach. Czekałem. Nie wiem ile to trwału, może godzinę, może dwie, a może kilka minut? Podszedł do mnie lekarz i rzekł:
- Zrobilismy co w naszej mocy, ale jest bardzo kiepsko. Ta doba będzie decydująca. - wkurzyłem się i bez opanowania rzuciłem się na niego, krzycząć przy tym:
- Gówno zrobiliście. Ona ma żyć, do cholery, ona musi życ. Masz być lekarzem i ja uratować. - doktor zaczął krzyczeć po ochronę. Przyszli i odciągali mnie siłą. Po kilku sekundach odzyskałem opanowanie i przeprosiłem za swoje zachowanie, rozpłakałem się.
- Dała dla Pana to. - podał mi małą kartkę. Rozwinąłem, a tam było napisane:
,,Do you know what's worth fighting for?
When it's not worth dying for?
Does it take your breath away?
And you feel yourself suffocating?
Does the pain weigh out the pride?
And you look for place to hide?
Did someone break your heart inside?
You're in ruins...
One, 21 guns
Lay down your arms
Give up the fight
One, 21 guns
Throw up your arms into the sky
You and I'' *
Następny rozdział od 3 komentarzy/
* Fragment utworu ,,21 Guns'' zespołu Green Day
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
piątek, 2 sierpnia 2013
Rozdział 7
Zacznę od tego, że przepraszam za długa nieobecność, ale internet mi wysiadł:(
Przechodzę do posta:
Perspektywa Harry'ego:
Co ten Ed chrzani? Ja zakochany w Klarizie? Phii... Kocham Louisa i tylko on się liczy. Rozmyślałem i doszedłem do domu. Miałem zamiar się wyluzować, posłuchać Lany Del Rey i pomyśleć o tym wszystkim. Włączyłem swoje stereo, Lou gdzieś poszedł. Cieszyłem się, bo wolałem zostać sam ze sobą. Wsunąłem płytę do czytnika i... zamarłem. Nie było tam piosenki ,,Ride''. To była jakaś inna płyta, bez kilku piosenek. Nie wiedziałem co kupiłem źle, więc udałem się do eksperta ds. Lany Del Rey, czyli Klarizy. Byłem pod jej domem i uświadomiłem sobie, że nie wiem co mam jej powiedzieć: ,,Hej. Kupiłem sobie płytę, ale jakąś inną. Pokaż jaką ty masz.'' - nie, no to jest okropne. Może się obrazić! Dobra zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi uczesana w koka i ubrana w śliczną, fioletową sukienke. Wyglądała jak królowa!
- Cześć Harry. Coś się stało? - zapytała i uśmiechnęła się delikatnie.
- Bo, tego... płyta... - wydukałem jak idiota.
- Co? Chcesz pożyczyć? - zapytała z rozbawioną miną.
- Nie mam swoją, ale złą.
- Złą? Jak to?
- Nie ma ,,Ride'' na niej. - wyjaśniłem.
- Musisz kupić: ,,Born To Die: The Paradise Edition''
- Ok. Dzięki.
- Tylko tyle chciałeś? - zapytała.
- Tak. - prawie odchodziłem, gdy pomyślałem: ,,Harry, idioto! To jest szansa, pocałuj ją!''. Zawróciłem, objąłem w dłonie jej twarz i po prostu pocałowałem. Myślałem, że się ucieszy, ale odepchnęła mnie.
- Harry zastnów się co robisz. - ostro powiedziała i zrobiła poważną minę.
- Chcę tego. Naprawdę. Cały czas myślę o tobie, po prostu Cię kocham. Zrozum to!
- Rozumiem Cię, bo też coś do Ciebie czuję, ale nie mozesz oszukiwać Louisa. Proszę Cię nie przychódz więcej do mnie, utrzymujmy tylko zawodowe stosunki. To dla naszego dobra.
- Kłamiesz. - zarzuciłem - Skoro mnie kochasz to pozwól mi być z tobą.
- A Louis? Zastanów się co mówisz.- powiedziała z zaciętym wyrazem twarzy, tak bardzo mi się podobała.
- Zostawię go, dla Ciebie- palnąłem bez namysłu.
- Nie. Harry musimy z siebie zrezygnować, wiesz, że przez to może rozsypać się twój zespól. Zastanów się chłopcze. - powiedziała i zamknęła mi drzwi przed nosem, zostawiając samego, spłakanego na schodach. Usiadłem pod jej domem i czekałem, nie wiem na co, ale czekałem.
Przechodzę do posta:
Perspektywa Harry'ego:
Co ten Ed chrzani? Ja zakochany w Klarizie? Phii... Kocham Louisa i tylko on się liczy. Rozmyślałem i doszedłem do domu. Miałem zamiar się wyluzować, posłuchać Lany Del Rey i pomyśleć o tym wszystkim. Włączyłem swoje stereo, Lou gdzieś poszedł. Cieszyłem się, bo wolałem zostać sam ze sobą. Wsunąłem płytę do czytnika i... zamarłem. Nie było tam piosenki ,,Ride''. To była jakaś inna płyta, bez kilku piosenek. Nie wiedziałem co kupiłem źle, więc udałem się do eksperta ds. Lany Del Rey, czyli Klarizy. Byłem pod jej domem i uświadomiłem sobie, że nie wiem co mam jej powiedzieć: ,,Hej. Kupiłem sobie płytę, ale jakąś inną. Pokaż jaką ty masz.'' - nie, no to jest okropne. Może się obrazić! Dobra zadzwoniłem do drzwi. Otworzyła mi uczesana w koka i ubrana w śliczną, fioletową sukienke. Wyglądała jak królowa!
- Cześć Harry. Coś się stało? - zapytała i uśmiechnęła się delikatnie.
- Bo, tego... płyta... - wydukałem jak idiota.
- Co? Chcesz pożyczyć? - zapytała z rozbawioną miną.
- Nie mam swoją, ale złą.
- Złą? Jak to?
- Nie ma ,,Ride'' na niej. - wyjaśniłem.
- Musisz kupić: ,,Born To Die: The Paradise Edition''
- Ok. Dzięki.
- Tylko tyle chciałeś? - zapytała.
- Tak. - prawie odchodziłem, gdy pomyślałem: ,,Harry, idioto! To jest szansa, pocałuj ją!''. Zawróciłem, objąłem w dłonie jej twarz i po prostu pocałowałem. Myślałem, że się ucieszy, ale odepchnęła mnie.
- Harry zastnów się co robisz. - ostro powiedziała i zrobiła poważną minę.
- Chcę tego. Naprawdę. Cały czas myślę o tobie, po prostu Cię kocham. Zrozum to!
- Rozumiem Cię, bo też coś do Ciebie czuję, ale nie mozesz oszukiwać Louisa. Proszę Cię nie przychódz więcej do mnie, utrzymujmy tylko zawodowe stosunki. To dla naszego dobra.
- Kłamiesz. - zarzuciłem - Skoro mnie kochasz to pozwól mi być z tobą.
- A Louis? Zastanów się co mówisz.- powiedziała z zaciętym wyrazem twarzy, tak bardzo mi się podobała.
- Zostawię go, dla Ciebie- palnąłem bez namysłu.
- Nie. Harry musimy z siebie zrezygnować, wiesz, że przez to może rozsypać się twój zespól. Zastanów się chłopcze. - powiedziała i zamknęła mi drzwi przed nosem, zostawiając samego, spłakanego na schodach. Usiadłem pod jej domem i czekałem, nie wiem na co, ale czekałem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)